Trudne relacje ojca i syna na podstawie historii Buddenbrooków
- Karolina Król
- 17 maj
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 28 maj
Choć o książkach Tomasza Manna napisano już wiele, chciałabym dołożyć i swoją cegiełkę, zwracając uwagę na trudną relację ojca i syna w powieści Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny[1]. Uważam, że świetnie obrazuje ona problem przenoszenia ambicji rodzica na własne dziecko, co w konsekwencji może prowadzić do problemów młodego człowieka ze swoją tożsamością i wpędzać go w nieustanne poczucie winy.

Warto zacząć od przypomnienia, że młody Hanno Buddenbrook w oczach całego miasteczka był przyszłym kupcem, spadkobiercą firmy i rodzinnego majątku. Narodzinom chłopca towarzyszyła radość, wszak Gerda Buddenbrook powiła nie córkę, która w przyszłości zmieni nazwisko i przyczyni się do przedłużenia innego roku, ale syna, będącego nadzieją na przekazanie nazwiska i majątku pokoleniom następnym. Mann świetnie opisał spoczywające w nowonarodzonym potomku nadzieje, dlatego chciałabym przytoczyć dłuższy fragment powieści:
Wyobrażacie sobie ów cichy zachwyt, z jakim wieść – pierwsze tajemnicze słowo nadziei – przeniesiona została z Breite Strasse na Mengstrasse? Ów niemy entuzjazm, z jakim pani Permaneder uściskała wówczas matkę, brata i – ostrożniej – bratową? A teraz, gdy nadeszła wiosna, wiosna roku sześćdziesiątego pierwszego, jest już na świecie i przyjmuje sakrament chrztu świętego ten, w którym spoczywa tak wiele nadziei, o którym od dawna tak dużo się mówi, którego od tylu lat oczekiwano, za którym tęskniono, o którego błagano Pana Boga i zanudzano doktora Grabowa… jest na świecie i wygląda wielce niepoważnie. […] Zresztą mniejsza o to: dziecko żyje, a fakt, że jest to chłopiec, był przed czterema tygodniami powodem najwyższej radości[2].
Z powodu tych nadziei pokładanych w Hannie, rodzina starała się zapewnić mu wszystko to, co najlepsze. Konsul Buddenbrook (w momencie narodzin potomka Tomasz nie był jeszcze senatorem) zadbał nawet o to, aby chrzestnym syna była jedna z najważniejszych osób w mieście – burmistrz.
Dziecko miało zapewniony dostęp do świata kultury. Chłopiec interesował się muzyką i teatrem, jednak ojciec nie był zadowolony z poczynań chłopca. Być może Tomasz obawiał się, że Hanno pójdzie w ślady swojego rozmiłowanego w teatrze stryja, Christiana, który trwonił majątek na przyjemności, nie potrafiąc postępować racjonalnie. Ojciec bacznie przyglądał się postępom w nauce syna i gdy okazało się, że Hanno wolałby zostać artystą i nie w głowie mu nauka, Tomasz interweniował, przenosząc chłopca z gimnazjum do szkoły realnej, którą łatwiej było skończyć. Ten młody człowiek miał mieć wykształcenie konieczne do przejęcia w przyszłości firmy – greka i niektóre inne przedmioty nie były chłopcu potrzebne.
Było postanowione, że pójdzie do oddziału realnego, gdyż nie podlegało dyskusji, że ma zostać kupcem i kiedyś w przyszłości przejąć firmę, a na zapytanie ojca, czy czuje w sobie ochotę do wykonywania przyszłego zawodu, odpowiedział ,,tak”… Krótkie, nieśmiałe ,,tak” bez komentarzy, które senator próbował rozwijać i ożywiać dalszymi naglącymi pytaniami – najczęściej jednak bezskutecznie[3].
Już w tym fragmencie można dopatrzeć się śladu uległości syna wobec ojca. W późniejszych latach Hanno nie będzie umiał przeciwstawić się Tomaszowi. Co więcej, myśl o obserwującym go i oceniającym ojcu będzie paraliżować go do tego stopnia, że wyrecytowanie w jego obecności krótkiego wiersza okaże się zadaniem zbyt trudnym. Artystycznym występom chłopca nie pomagał także fakt ciągłej krytyki ze strony rodzica.
Nie chcę zdradzać szczegółów relacji miedzy Buddenbrookami, mając nadzieję, że Czytelnicy poczują się zachęceni do lektury i odkrycia tajemnic powieści Manna na własną rękę. Aby rozbudzić ciekawość, przytoczę jeszcze jeden fragment książki, który świadczy o trudzie zaakceptowania własnego potomka, który okazał się być inny niż posągowy model wymarzony przez stojącego wysoko w mieszczańskiej hierarchii ojca:
I Tomasz Buddenbrook odwrócił się beznadziejnie zawiedziony od jedynego syna, w którym pragnął odżyć wzmocniony i odmłodzony, i zaczął w pośpiechu i trwodze szukać prawdy, która przecież musiała gdzieś istnieć dla niego…[4]
[1] T. Mann, Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny, przeł. E. Librowiczowa, Warszawa 2007. Wszystkie cytaty pochodzą z tego wydania.
[2] Tamże, s. 384-385.
[3] Tamże, s. 602.
[4] Tamże, s. 633.


Komentarze