Którzy poeci jeździli nago na taczkach?! I, co więcej, znaleźli się później w kanonie lektur obowiązujących na maturę podstawową z języka polskiego?
- Karolina Król
- 17 maj
- 1 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 28 maj
Tak, tak, dobrze przeczytał_ś – rzeczywiście taka sytuacja miała miejsce, ku zdziwieniu okolicznych przechodniów. Jak możesz się domyślić, niecodzienne zdarzenie miało na celu przede wszystkim przyciągnięcie uwagi i nadanie rozgłosu.

Futuryści, bo o nich właśnie mowa, mieli wywrotowy stosunek do obyczajów i tradycji. Chcieli nowości. Pędu samochodów, zachłyśnięcia się wielkomiejskim życiem. Odcinali się grubą kreską od swoich poetyckich poprzedników, twierdząc, że będą zwozić ,,mumie Mickiewiczów i Słowackich”. To, co było wcześniej, miało się na początku XX wieku już nie sprawdzać. W dobie postępu technologicznego należało wymyślić inne rozwiązania, które nadążałyby za szybko zmieniającą się rzeczywistością.
Chcieli zatem uwolnić słowa spod władzy składni. Jeśli ortografia – to tylko ujednolicony, fonetyczny zapis, bez zwracania uwagi na subtelności pisowni i rozróżnienia na ,,h” czy ,,ch”. Dzisiaj dość dziwnie czyta się ich ,,jednodniufkę futurystuf” – wzrok łatwo potyka się o liczne zmiany w zapisie.
Chęć wywrócenia literackiej sceny dwudziestolecia międzywojennego do góry nogami odbiła się nie tylko na nowatorskich zabiegach stosowanych w poezji. Stern, Wat, Młodożeniec i Jasieński, należący do futurystów, chętnie zwracali na siebie uwagę licznymi happeningami. Bywało, że wywoływały one obyczajowy skandal. Przykładowo, pierwszy z wymienionych poetów prezentował kiedyś swoje wiersze ,,ubrany” wyłącznie w listek figowy. Pewnego dnia postanowił też przewieźć taczkami Wata. Oczywiście, jazda bocznymi uliczkami nie wchodziła w grę. Poeci wybrali trasę prowadzącą od Belwederu do placu Zamkowego.
Komentarze